poniedziałek, 5 stycznia 2015

R. 22 ` Moja bajka dobiegła końca, czas wrócić do rzeczywistości

Ostatnia walizka została starannie zasunięta. Selena pociągnęła za metalową rączkę, rozsuwając ją. Podniosła przedmiot do góry, przyglądając się dokładnie pustym ścianom. Śliwkowy kolor wydawał jej się wyjątkowo ciepły, swojski. Ogromne łoże zdawało się wołać, by go nie opuszczała, tak samo jak miękka kanapa, drewniana meblościanka pozbawiona wszelkich sprzętów i ozdób.
Dziewczyna wyjęła z podręcznej skórzanej torby markowy aparat, fotografując zaraz dosłownie wszystko. Począwszy od wymyślnego wzoru na rozłożonych na podłodze poduszkach, po widok za dużym oknem. Bez pytania przeszła do pokoju Demetrii, który również umieściła na kliszy. Następna do uwiecznienia była sypialnia Debby w nadmiernie dziewczęcym stylu. Multum zdjęć ze współlokatorkami, chłopakiem oraz przyjaciółką z planu ,,Nie ma to jak statek’’ – brązowowłosą pięknością Zoey Deutch, z którą spędzała ostatnio wiele czasu. Oprócz tego zapachowe świeczki, plakaty przystojnych aktorów, przyjazne kolory przywodzące na myśl lato.
  Akurat robiła zdjęcie imponującej wielkości kolekcji gadżetów z ulubionym wokalistką blondynki, kiedy ta wparowała do środka z tymi samymi rumieńcami na policzkach, co zawsze.
 - Podziwiasz Michaela? – spytała z wymuszonym uśmiechem.
 - Zwłaszcza to jego bąbelkowe nazwisko – zaśmiała się Selena, biorąc do ręki granatowy kubek z podobizną dojrzałego mężczyzny.
  Debby spojrzała na nią ponuro, nawet w najmniejszym stopniu nierozśmieszona.
 - Tylko nie płacz – poprosiła Gomez całkiem poważnie. – Przecież będę dzwonić, przyjedziecie do mnie, kiedy wprowadzę się do własnego mieszkania – mówiła, pocieszając nie tylko ją, ale jednocześnie samą siebie.
 - Nie będziesz mieszkała u taty?
 - Góra przez dwa tygodnie, żeby zaspokoić jego ojcowskie zapędy, potem się wyprowadzę. I tak wątpliwe, czy wytrzymam ten czas z Alexis i jej córeczką – mruknęła, krzywiąc się na samo wspomnienie kobiet.
 - Demi mówiła, że to tam.. – zaczęła Ryan, lecz Selena jej przerwała.
 - Już nie będę – obiecała, domyślając się, że chodzi o narkotyki. – A właśnie, daj mi telefon, to wpiszę ci mój nowy numer.
  Podała jej bez wahania komórkę, wpierw wyjmując ją z obcisłych dżinsów. Ta wpisała ciąg cyfr, którego wyuczyła się poprzedniego dnia na pamięć. Chciała prosić, by nikomu go nie podawała, w końcu ten wyjazd miał być oderwaniem od starego otoczenia. Lecz wtem przez rozwarte drzwi od strony holu wpadł niewielki kudłaty piesek, z radością obwąchując każdy zakątek. Obie popatrzyły na siebie zdezorientowane, wybałuszając oczy.
 - Mały! Do nogi, no! – darła się Demi na cały dom.
 - Tutaj! – zawołała Sel.
  Szatynka za niedługo zjawiła się w progu, wzrokiem przeczesując podłogę. Pod pachą trzymała niewielki wiklinowy koszyk, a w dłoni zapisaną do połowy kartkę.
 - Tu jesteś! – wydyszała na widok roztrzepanego zwierzaka.
 - Nie oddam mu mojego pokoju – powiedziała Selena tonem pełnym powagi.
 - Demi, po co nam pies? – spytała Debby.
 - Zapytaj Jasona – burknęła w odpowiedzi, pokazując jej papier.
 - Nie ma jeszcze imienia, zdaję się na twoją inwencję twórczą, J – odczytała na głos Ryan, marszcząc brwi. – To nie jest pismo Jasona – dodała po chwili.
 - Tylko Josepha – stwierdziła Sel, wyrwawszy obiekt badań z ręki przyjaciółki.
  Twarz Demi natychmiast zesztywniała, tak samo jak jej poza. Długo spoglądały po sobie nawzajem bez słowa, oczekując aż to właśnie ona cokolwiek wydusi.
 - Nazwijmy go Carrot! – wypaliła nagle z entuzjazmem Deborah.
 - Chcesz nazwać psa na cześć warzywa? – zdziwiła się Gomez, a na jej czole pojawiły się lekkie zmarszczki.
 - Nie będziemy go nijak nazywać, bo to nie nasz pies. Zadzwońcie do tego gnoja i powiedzcie mu, żeby sobie zabrał przyjaciela. Dorównują sobie mózgami, więc na pewno staną się nierozłącznymi towarzyszami – warknęła Demi. Złość w niej kipiała do tego stopnia, że wydawało się, iż za chwilę wybuchnie gorącą lawą niczym wulkan. Nie obdarzając nikogo swym spojrzeniem, wyszła szybko z pomieszczenia. Po chwili rozległ się trzask drzwi gdzieś z prawej strony.
  Znieruchomiałe dziewczyny nadal miały wzrok utkwiony w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stała Lovato. Tak rozwścieczonej jej nie widziały już dawno. Miała bowiem to do siebie, że trudno było ją wyprowadzić nerwowo z równowagi. Prędzej wybuchała głośnym szlochem, niżeli okazywała swoją złość za pomocą krzyku, czy wyładowywania energii na otaczających przedmiotach.
 - No to się wkurzyła – skwitowała Debby, biorąc na ręce psiaka oraz głaszcząc pieszczotliwie jego brązowe futerko.

  Pożegnała się już ze wszystkimi. Były płacze, jak w przypadku Bridgit, ponure, pokrzepiające uśmiechy od Kevina oraz Danielle, słowa życzące jej powodzenia. Odwiedziła nawet Emily i Sterlinga, przy czym spotkanie to należało do nieco niezręcznych. Wszyscy ci ludzie wydali jej się nagle tacy bliscy, wyjątkowi. Tworzyli ogromną część jej życia, którą postanowiła wyrzucić, zostawić za sobą, zakryć nowymi znajomościami, przygodami. Wiedziała, że ich nie zapomni. Nawet nie chciała.
  Wielkie lotnisko LAX Selenie kojarzyło się od pewnego czasu tylko z jednym. Z Jego podpuchniętymi oczami, bólem uwydatnionym w czekoladowych tęczówkach. Pamiętała każdy ułamek sekundy tamtego incydentu. Teraz porzucała wszelkie szanse na ponowne zobaczenie tych błyszczących źrenic, pełnych malinowych ust, puszystych, miękkich w dotyku loków. Ponownie przypomniała sobie ich ostatnie spotkanie. Zachowywał się inaczej. Nie takiego Nicka kochała, nie za tym Nickiem tęskniła i wypłakiwała nocami oczy. Nie o nim myślała przez mniej więcej dwadzieścia trzy godziny na dobę. Czy to możliwe, by zmienił się aż tak bardzo? Przez nią?
  Z zamyślenia wyrwała ją chłodna ręka, jaka pojawiła się na jej ramieniu. Demi wpatrywała się w nią smutno, ignorując rozdziawione buzie otaczających je ludzi. Selena zaczęła żałować braku zakamuflowania. Mogły chociaż założyć okulary lub wielkie kapelusze, cokolwiek. Byle nie wywoływać sensacji. W mediach już i tak wystarczająco często pojawiała się jej twarz z szokującą wzmianką o przerwaniu kariery. Tylko raz przeczytała o tym artykuł. Niefortunnie w jej dłonie wpadł ten z długim wywodem na temat zbieżności ów wydarzenia z niedawnym rozstaniem z Jonasem. Zabolało.
  Ruszyły powolnym krokiem w stronę odprawy. Selena tylko szatynce pozwoliła odwieźć się aż w to miejsce. Chciała ją mieć przy sobie jak najdłużej było to możliwe. Kiedy nadszedł moment rozstania, pod powiekami obu z nich zaczęły się zbierać słone łzy. Demetria wciąż odwracała się do tyłu, jakby oczekując, że nagle ktoś przybiegnie i odwróci bieg zdarzeń. Nie pozwoli na wylot jej najlepszej przyjaciółki z Los Angeles.
 - To nie film – zauważyła Selena głosem wypranym z emocji. Domyśliła się, dlaczego Demi tak usilnie wygląda w stronę wyjścia. Sama ukradkiem tam spoglądała, w umyśle trzymając liczne obrazy z komedii romantycznych, gdzie ukochany zatrzymuje swą drugą połówkę tuż przed startem samolotu.
 - A szkoda – mruknęła cicho Dems. – Powinien tu być.
 - Nie dziw mu się, Dee. Na jego miejscu nie chciałabyś mnie znać. Spójrz na ciebie i Joe. Traktujesz go tak oschle, choć nie wyrządził ci żadnej krzywdy – rzekła szczerze Selena, wzruszając zaraz ramionami. – Moja bajka dobiegła końca, czas wrócić do rzeczywistości.
 - Na pewno jest jakieś inne rozwiązanie z tej sytuacji – nalegała Demi, ponownie zaczynając jeden ze swoich monologów, mających na celu odwieść Selenę od podjętych decyzji. – Ucieczka nim nie jest.
 - Albo to, albo.. – W tym miejscu przejechała znacząco palcem wskazującym po szyi. Ten gest wyraźnie zaniepokoił Dee.
 - Nawet sobie nie żartuj – powiedziała, szturchając ją zaczepnie w ramię.
  Brunetka zaśmiała się cicho, nie mogąc uwierzyć, że będą je dzieliły setki kilometrów. Koniec nocnych rozmów, wyżalania się, kłótni o łazienkę. Łączyło je coś niesamowitego, trudnego do opisania. Wspólnie przeżywały zarówno każdy swój upadek, jak i sukces. Znaczyły dla siebie więcej, niżeli każdy inny człowiek na świecie.
 - Boże, co ja bez ciebie zrobię – szepnęła Selena, rzucając się na szyję towarzyszki.
  Tuliły się do siebie z całych sił. Ten moment przerwały jednak błyski fleszy nagromadzonych w ułamku sekundy reporterów. Chcąc jak najprędzej wyjść z kadru, Gomez cmoknęła przyjaciółkę przelotnie w policzek, po czym szybkim krokiem odeszła. Nie odwróciła się za siebie ani razu, ponieważ mogłaby zawrócić. Czuła to.
  Dosyć prędko przeszła przez kontrolę, po krótkim czasie siedząc na jednym z wygodnych miejsc pierwszej klasy przy oknie. Rozejrzała się dookoła, sprawdzając, czy nie ma w pobliżu nikogo znajomego. W oczy rzuciła jej się krótkowłosa blondynka z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Selena śledziła każdy jej ruch, dopóki nie zdjęła z twarzy owego przedmiotu. Widząc jej oblicze w pełnej krasie, od razu rozpoznała w niej Emmę Watson, aktorkę, która zadzwoniła po pogotowie podczas gali. Pech chciał, że zajęła miejsce tuż obok. Perspektywa błogich, acz bolesnych rozważań, prysnęła razem z usadowieniem się jej szczupłej sylwetki na skórzanym fotelu o karmelowej barwie.
 - Miło cię znów wiedzieć – odezwała się dziewczyna, uśmiechając serdecznie.
 - I wzajemnie – powiedziała grzecznie Selena, chociaż wcale nie miała ochoty na babskie pogawędki.
 - Lecisz do Nowego Jorku? – zapytała Emma, najwyraźniej nie mając zamiaru odpuścić tej konwersacji. W odpowiedzi otrzymała jedynie krótkie kiwnięcie głową. – Ja też. Masz tam kogoś?
 - Ojca i macochę – sposób wypowiedzenia bynajmniej nie wyrażał szacunku do rodzica oraz jego wybranki. Nie uszło to uwadze filmowej Hermiony.
 - Chyba nie darzysz ich zbyt wielką sympatią – zauważyła, grzebiąc w podręcznym plecaku.
 - Można tak powiedzieć.
 - Więc po co tam jedziesz, na dodatek robiąc przerwę od kariery?
  Powstrzymując chęć wygarnięcia jej,  by nie wtykała nosa w nie swoje sprawy, wzięła kilka głębokich oddechów.
 - Potrzebuję chwili odpoczynku. - Po tym zdaniu wyjęła z torebki słuchawki razem z iPodem, dając rozmówczyni do zrozumienia, iż nie ma ochoty na rozmowę. Ta, widząc jak włącza muzykę, darowała sobie dalsze próby nawiązania kontaktu.
  W uszach rozbrzmiały powolne dźwięki  fortepianu, a ona bez zwłoki rozpoznała piosenkę. Upewnił ją w tym przeszywający ciało, zachrypnięty głos. Przymknęła odruchowo powieki, palce zaciskając na odtwarzaczu. Powinna przełączyć, wiedziała to. Nie umiała. Każde kolejne słowo, wyśpiewywane przez niego, wprawiało jej organizm w coraz większą odrętwiałość. Popatrzyła tępo na widok za oknem, startowali. Głowa zaczynała ją boleć, jak zawsze podczas wylatywania. Nie przejęła się tym. Myślami była w ciepłym Los Angeles, w przytulnym pokoju Nicholasa, słuchając jego kolejnej kompozycji do solowego albumu. Z podziwem przyglądała się, jak Loczek wczuwał się w muzykę, przygryzając lekko dolną wargę. Pod koniec melodii poczuła, jak spod powiek wypływa samotna łza. Chłopak bez wahania podszedł do niej, opuszkiem palca zaraz ocierając ciecz.
  Otworzyła oczy, orientując się, że płacze. Znów pozbywała się nadmiaru wody, bo przecież wcale nie znajdowała się przy jego boku. I już nigdy nie miała tego doświadczyć.
.

sobota, 3 stycznia 2015

R. 21 ` Klamka zapadła

Nieprzemyślane decyzje, niechciane skutki, bolesne straty. Jednym słowem życie, którego doświadczają na co dzień wszyscy ludzie. Chyba każdy chociaż raz marzył o tym, by móc cofnąć czas. Posiadać magiczną maszynę, którą z podziwem można oglądać w animowanym filmie ,,Lilo i Stitch’’ lub zaczarowany łańcuszek ukazany w jeden z części kultowej sagi J.K. Rowling. Wyobrażenia to w końcu nic złego, gorzej z uświadamianiem sobie, iż nigdy nie doczekają one spełnienia w realnym świecie.
  Selena pogodziła się z tym, jaka przyszłość przed nią stała. Odstawiła na bok wszelkie nadzieje, rozumiejąc ich bezsensowność. Tylko czy jej wybór był tym właściwym?

  Ubrana w mieniącą się czarną sukienkę na ramiączkach oraz skórzaną kurtkę wysiadła dumnie z samochodu, stawiając pewne kroki na kilkucentymetrowych obcasach. Ze zmrużonymi oczami spoglądała na ogromny dom Nicole, już z zewnątrz wyglądający na budynek godny celebrytki. Gigantyczne okna rzucały się w oczy na tle białej farby, a kolorowe światła przygotowane specjalnie na imprezę padały na okazałych wielkości ogród, gdzie przy basenie, bądź w jego wnętrzu, buszowała zgraja nastolatków. Głośna, klubowa muzyka rozprzestrzeniała się w obrębie kilku kilometrów, co przyprawiało bębenki uszne o lekkie drgania.
 - To nie był dobry pomysł – mruknęła Demi, zaczesując włosy za uszy.
  Po długim błaganiu zgodziła się towarzyszyć Selenie, choć jej mina w najmniejszym stopniu nie wyrażała chęci do zabawy. Brunetka zerknęła na nią, posyłając pocieszający uśmiech.
 - Będzie fajnie – stwierdziła, choć sama nie wierzyła w te słowa.
 - Yhym – jęknęła szatynka w obcisłej fioletowej kreacji.
  Ruszyły do tłumu balangowiczów, wypatrując gdzieś w nim Nicholasa. Demetria została wtajemniczona w cel tej wyprawy, aczkolwiek nie miała zielonego pojęcia nawet o istnieniu planu, który ułożył się w głowie czarnej.
 - Pamiętasz, jak my się bawiłyśmy na takich przyjęciach? – mruknęła Demi, z fascynacją przyglądając się tańczącym w rytm szybkiej melodii nieznajomym.
 - Dawno i nieprawda – westchnęła Sel.
 - Też racja. Zresztą wolałam naszą paczkę.
 - Dems, daj sobie teraz spokój ze wspominkami – warknęła na nią brunetka.
  Dziewczyna przewróciła oczami, lecz zaprzestała rozmowy, brnąc przed siebie i ocierając się o mokre od kąpieli ciała ludzi.
 - Mogła napisać w zaproszeniach, że trzeba wziąć kostium kąpielowy – mruknęła z wyrzutem.
  Z twarzy Gomez nie schodził lekki uśmieszek, słysząc wypowiadane przez towarzyszkę zdania. Kochała ją właśnie taką, swoją nieokiełznaną przyszywaną siostrę.
 - Stój – odezwała się Dem, zatrzymując ją. Palcem wskazała na rozpalonego grilla, tuż przy którym stała trójka rozbawionych osób. Krótkowłosy brunet z butelką piwa w ręce opierał się o smukłą szatynkę w skąpym stroju. Razem z nimi przebywał drugi Jonas, drapiąc się w tej chwili delikatnie po lokach.
 - Chodź – zdecydowała Selena, ciągnąc Lovato za rękę.
 - Nie, Selly, nie będę gadała z Jo.. – nie skończyła, gdyż dzięki sile nastolatki znalazły się tuż obok nich.
  Wszyscy spojrzeli na nie, nie ukrywając przy tym zdziwienia. Jedynie kąciki ust Josepha podniosły się nieznacznie do góry. Twarz Miley wykrzywił za to gorzki grymas.
 - Hej – przywitała się Selena, unikając jej przenikliwego wzroku. Pozostali również wydukali krótkie przywitanie, nikt nie próbował nawet zataić niezręczności.
 - Kto by pomyślał, że nie będziemy mieli o czym gadać – powiedziała sarkastycznie Demi, spoglądając gdzieś w dal.
 - Temat to ja mam, ale na osobności – zdeklarował Joe, w zamian za co dostał tylko jej złowrogie spojrzenie.
 - Się robi niemiło, lepiej was zostawię – rzekła Cyrus, wyplątując się z ramienia chłopaka. Żaden z obecnych nie zaprotestował, dzięki czemu odeszła w pośpiechu, wpierw puszczając Nickowi perskie oczko.
 - Ładnie wyglądacie – stwierdził uprzejmie Nicholas, przyglądając się z zaciekawieniem Selenie, której włosy zostały upięte w fikuśny kok.
 - Dzięki – odparła nieśmiało. – Możemy porozmawiać w cztery oczy? – poprosiła.
  Pokiwał głową twierdząco, po czym udali się powolnym tempem w nieznaną nawet im stronę. Mieli tylko nadzieję znaleźć jakiś spokojny zakątek zdatny na rozmowę. Mijali tłumy zabawowiczów w milczeniu. Zerkali jedynie na siebie czasami kątem oka, a gdy jej wzrok spotkał te perfekcyjnie czekoladowe tęczówki, od razu odwracała głowę speszona. Nie wiedziała, jak zacząć tę rozmowę, ani nawet dlaczego w ogóle chciała ją przeprowadzać.
 - O czym chciałaś pogadać? – spytał Nicholas, kiedy znaleźli się przy ogrodzeniu na tyłach domu.
 - Chciałam się pożegnać. Wiem, że robiłam to już, ale teraz to naprawdę ostatni raz. Wątpię, byśmy się jeszcze kiedykolwiek zobaczyli – wyjaśniła, wbijając wzrok w przystrzyżoną równomiernie trawę. Wolała darować sobie widok jego miny.
 - Pożegnać? – powtórzył bez emocji.
 - Wyjeżdżam.
 - Dokąd?
  Gomez wzięła głęboki oddech, jakby to miało pomóc w wymówieniu na głos miejscowości.
 - Do Nowego Jorku – powiedziała w końcu, nie śmiejąc nawet zerknąć mu w twarz. – Na zawsze – dodała po chwili.
 - Ale po co? – zapytał, najwyraźniej nie rozumiejąc jej decyzji.
  Selena podniosła głowę, a jej oczom ukazała się jego zdezorientowana mina. Mogła mu wyjaśnić, że pozostanie w Los Angeles byłoby równoznaczne z zabijaniem samej siebie. Nie wytrzymywała psychicznie w towarzystwie, w którym się obracała. Dom, okolica, studio, wszystko przypominało jej właśnie o nim. Zdawała sobie sprawę z tego, iż w Nowym Jorku również nie zapomni, bo nie zapomni nigdy, ale miała nadzieję na zajęcie umysłu innymi czynnościami. Postanowiła zrobić sobie przerwę od kariery, iść na studia. Uczyć się, poznawać nowych ludzi, nie mających nic wspólnego ze światem gwiazd. W końcu to miasto wcale nie składało się jedynie z narkomanów oraz wyrzutków społecznych. Właśnie tam chciała odkryć świat inteligencji, na jednej z lepszych uczelni.
 - Czy to ważne? Nie powinnam ci w ogóle o tym mówić, ale chciałam.. Po prostu ostatni raz.. – zaczęła się plątać, przy czym jego twarz zaczął wykrzywiać ból.
  Chciała usłyszeć ,,nie jedź, zostań, dla mnie’’, aczkolwiek to było niemożliwe. Same wyobrażenia zdawały się absurdalne. Niemniej jednak nie mogła się ich wyzbyć, bo gdyby nagle się urzeczywistniły, w ułamku sekundy zmieniłaby zdanie i wykonała to,  o co by poprosił.
 - Co będziesz tam robiła?
 - Nie ułatwiasz – mruknęła, krzywiąc się mimowolnie. – Pewnie dowiesz się za jakiś czas z mediów. – Uśmiechnęła się gorzko.
 - Tak, to najlepsze źródło informacji – powiedział z wyrzutem.
 - Nie chcę się kłócić.
 - Chcesz wyjechać bez wyjaśnienia? Żegnaj Nick, więcej się nie zobaczymy, fajnie było cię znać? – prychnął, naśladując dziewczęcy głos.
 - A po co mam tu zostawać, powiedz mi po co? – uniosła głos, powoli zdenerwowana jego zachowaniem.
  Otworzył usta do odpowiedzi, aczkolwiek już po chwili zamknął je zrezygnowany. Pokręcił tylko z niedowierzaniem głową, a ona dopiero wówczas dostrzegła, jak bardzo się zmienił. Powinien przyjąć tę wiadomość w spokoju, zadać te same pytania, tyle że bez nerwów, poprosić ją o ponowne przemyślenie sprawy. Tak właśnie by zrobił jeszcze miesiąc wcześniej, teraz z trudem rozpoznawała w nim tego Nicka, którego darzyła miłością.
 - W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci powodzenia w dalszym życiu.
  Nie czekając na jej reakcję, odszedł szybkim krokiem. Selena stała jak zamurowana, patrząc na jego oddalającą się sylwetkę. Ciemne dżinsy i szara marynarka już niedługo zniknęły wśród tłumu. A ona czuła się jak porzucona służka, którą właściciel właśnie zdzielił po twarzy, uświadamiając jej miejsce w świecie. Samotna łza spłynęła po pokrytym makijażem policzku, Selena z trudem powstrzymała się od wybuchu histerii. Przeklęła głośno, czego nikt nie miał szans usłyszeć z tej odległości. Kiedy tylko zdołała zmusić swe ciało do ruchu, zdjęła z nóg wysokie szpilki i pobiegła do samochodu, nie przejmując się już, czy ktoś ją zobaczy w tym stanie.

 - Do Nowego Jorku?! – wydarła się Demetria, prowadząc samochód.
 - Czy chociaż ty jedna możesz mnie zrozumieć i poprzeć? – wymamrotała Selena.
 - Poprzeć? Twoją głupotę? No chyba nie – nadal krzyczała, tylko pogarszając sytuację.
 - Demi, zamknij się – warknęła brunetka, mając już dość tego wszystkiego.
  Dla niej nie było to łatwe, a oni wszyscy dodatkowo to utrudniali. Duma, jaką odczuwała poprzez zdolność do nadziei na lepsze życie z daleka od ukochanych ludzi, powoli zmniejszała się do rozmiaru ziarenka piasku. Mimo to nie chciała się wycofywać, musiała spróbować. Jennifer już wszystko załatwiła, odrzucając wszelkie propozycje kontraktów i marnując setki tysięcy za zerwanie tego z producentem jej ostatniego filmu, by mogła darować sobie obiecaną promocję. Szczęściem okazał się fakt, iż podpisany z firmą Disney’a akurat wygasł. Ojciec został już powiadomiony o jej przyjeździe, oczywiście również przez menagerkę. Klamka zapadła.
 - Nie dość, że ten typ mi nie daje spokoju, to jeszcze ty odwalasz takie rzeczy. Chcesz mnie tu zostawić samą, no dziękuję ci pięknie – zrzędziła Demi, zaciskając kurczowo dłonie na kierownicy.
 - Masz Debby – szepnęła Gomez, odczuwając coraz większe wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście za bardzo skupiała się na sobie, a nie pomyślała o tym, jak jej wyjazd odbije się na innych?
  Demetria spojrzała na nią ponuro, ten wzrok mówił wszystko. Tego, co łączyło je z blondynką. nigdy nie powinna nawet porównywać z więzią, jaka była między nimi.
 - Przepraszam.

piątek, 2 stycznia 2015

R. 20 ` Uszkadzają fizycznie

Krwistoczerwony dywan, oślepiające błyski fleszy fotoreporterów, tłumy rozwrzeszczanych fanów, kolorowe transparenty z napisami kierowanymi do wielu gwiazd oraz czekająca na co ciekawsze plotki z życia gwiazd prezenterka jednej ze stacji telewizyjnych. Taylor uprzejmie pomógł Selenie wydostać się z limuzyny, ze zdziwieniem przypatrując się bandażowi, zdobiącemu lewą rękę. Nie odezwał się jednak nawet słowem na ten temat, prowadząc ją wzdłuż długiej wykładziny.
  Wymusiła na twarzy uśmiech, uczepiając się ramienia towarzysza. Wśród krzyków przybyłych ludzi kilkukrotnie wyłapała swe imię, lecz nie patrzyła w ich stronę, wzrok wbijając w rozwarte szeroko szklane drzwi przed sobą. Zauważyła za nimi sporo celebrytów, którym przyglądała się z zaciekawieniem, próbując rozpoznać poszczególne jednostki. Piękne blondynki z pofalowanymi włosami zwisającymi niemal do pasa, przystojni bruneci w eleganckich garniturach i białych koszulach. Zapewne większość z nich wzbudzało w większości ludziach na kuli ziemskiej podziw oraz uwielbienie, aczkolwiek ona tak naprawdę próbowała w tym tłoku dostrzec jedynie burzę ciemnych loków. Nie chciała rozglądać się dookoła. Czuła, jakby każdy patrzył tylko i wyłącznie na biały opatrunek, który próbowała ukryć pod cienkim żakietem zupełnie tak samo, jak przekrwione od płaczu oczy zasłonić wydłużonymi optycznie rzęsami.
 - A oto zmierzają ku nam nastoletnie gwiazdy. Selena Gomez w towarzystwie przystojnego Taylora Lautnera – powiedziała do kamery, trzymanej przez grubawego faceta z kozią bródką, elegancko ubrana blondynka, ruchem ręki przywołując ich do siebie.
 - Dzień dobry, Susan – odezwał się Lautner, najwyraźniej idealnie przygotowany. Jak zawsze.
 - Pięknie razem wyglądacie – stwierdziła kobieta, ewidentnie się podlizując. – Bylibyście świetną parą.
  Brunet zaśmiał się perliście, spoglądając znacząco na partnerkę. Ta dopiero wtedy przebudziła się z własnego transu myślowego, uświadamiając sobie, że cały czas uśmiechała się sztucznie. Miała dość spekulacji na temat ich dwójki. Czy wszyscy aktorzy muszą się w sobie zakochiwać po zagraniu pary w filmie? Otóż nie, a przynajmniej oni stanowili wyjątek, jeżeli taka zasada wówczas istniała.
 - To raczej niemożliwe – wydukała, czując jak mroczy ją w głowie.
  Skronie zaczęły pulsować bólem, choć przecież na polu fizycznym nie mogła zdefiniować tego przyczyny. Mimo to otoczenie lekko się chwiało w jej oczach, a wszystko, co widziała, wydawało się jakimś sennym widokiem, w niewytłumaczalnym znaczeniu koszmarem, który mógłby zaraz zniknąć w ułamku sekundy.
  Zanim zauważyła, znaleźli się w białym, przestronnym pomieszczeniu ze złotymi elementami, krocząc ku kolejnemu, z daleka jeszcze większemu. Nie zwracała najmniejszej uwagi na wygląd wnętrza czy mijanych ludzi, lecz rzuciło jej się w oczy mosiężne kółeczko, oznaczające toaletę damską. Przeprosiła uprzejmie Taylora, kierując się do niej.
  W środku zastała krótko obciętą jasnowłosą dziewczynę w kremowobiałej sukni z falbaną przepasaną przez jedno ramię, która wydawała jej się znajoma. Właśnie poprawiała swój makijaż, przejeżdżając po ustach delikatną czerwoną szminką. Po zakończeniu tej czynności spojrzała na Selenę, unosząc kąciki ust.
 - Niezły tłok, prawda? – rzuciła, grzebiąc w kopertówce dopasowanej do kreacji.
  Gomez pokiwała głową, opierając się dłońmi o chłodną powierzchnię białej umywalki. Zwiesiła głowę w dół, czując się coraz bardziej źle. Oprócz bólu już niemal całej czaszki doszło jeszcze straszne uczucie gdzieś w gardle, przez które wydawało jej się, że zaraz zwymiotuje.
 - Wszystko w porządku? – spytała zaniepokojona dziewczyna, podchodząc do niej i kładąc drobną rękę na plecach. - Usiądź na podłodze, szybko. - Chwyciła ją pod ramię żelaznym uściskiem, prowadząc do pobliskiej ściany. Brunetka osunęła się po niej bezwładnie, niewiele już rozumiejąc. Powoli zaczęła opadać w nicość, a obraz przed oczami zamazywał się, jakby wszystkie kolory zamieniły się w ciekłą farbę, po czym ktoś zlewałby je ze sobą, tworząc chaotyczny rysunek.
 - Jesteś tutaj z kimś? – usłyszała jeszcze tylko melodyjny głos blondynki.
  Następnie, wbrew woli, nie mogąc już dłużej walczyć, zapadła w ogarniającą ją ciemność.

  Przebudziła się obolała, nad sobą widząc jedynie białą powierzchnię. Przetarła oczy dłońmi, próbując się podnieść do pozycji siedzącej. Już po zerknięciu na jednobarwną pościel zorientowała się, że wcale nie znajduje się w domu. Rozejrzała się dookoła, doznając jakiegoś okropnego deja vu sprzed kilku tygodni, kiedy to znalazła się w szpitalu w Port Angeles. Lekarz kazał jej o siebie dbać, nie dotrzymała obietnicy. Choć pomieszczenie było łudząco podobne, za oknem od razu rozpoznała ruchliwe Los Angeles, a ona sama doskonale pamiętała wszystkie wydarzenia. Chociaż wcale tego nie chciała.
  Odrzuciła od siebie kołdrę, ignorując zawroty głowy oraz wstała do pionu, krzywiąc się na widok długiej koszuli w prążki, jaką na sobie ujrzała. Na bosaka przeszła krótką drogę do drewnianych drzwi, uchylając je ostrożnie. Na korytarzu ujrzała siedzącą na plastikowym granatowym krześle Bridgit razem z Demi, na co wybałuszyła oczy z niedowierzania. Nadal bowiem nie mogła zrozumieć, jak mogły ze sobą koegzystować po tylu przejściach z Josephem w roli głównej. To tak, jakby ona przyjaźniła się z Kay. Na samą myśl wzdrygnęła się, przez co drzwi zaskrzypiały. Nastolatki zwróciły na to uwagę, odwracając głowy ku niej. Uniosła więc lekko kąciki ust, widząc jak podbiegają szybko by ją przytulić.
 - Jak mogłaś mi to znów zrobić! – powiedziała z wyrzutem Lovato, choć twarz miała łagodną.
  Selena wzruszyła ramionami. Czuła złość wobec tej dziewczyny spotkanej w ubikacji. Dlaczego nie odczekała kilku minut zanim się obudzi, tylko pewnie zaraz wywołała ambaras, wzywając ambulans.
 - Media pewnie huczą? – upewniła się, kiedy wszystkie trzy siedziały w przytłaczającej pustką sali.
 - Jesteś tematem numer jeden – przyznała Bridgit, wbijając wzrok w posadzkę o żółtawym odcieniu. – No i Emma Watson – dodała. – I Taylor.
  Wówczas doznała olśnienia co do nieznajomej. Stąd ta pewność, iż gdzieś ją już widziała. W tak felernej sytuacji poznała gwiazdę światowego formatu znaną przede wszystkim z roli Hermiony Granger w serii o Harry’m Potterze.
 - Co stwierdzili lekarze?
 - Nic nam nie powiedzieli, bo nie jesteśmy rodziną – rzekła z powagą Demetria, wzruszając ramionami.
  Gomez westchnęła przeciągle, przykrywając nogi kołdrą. Wiedziała, że nie dolega jej nic poważnego. Potrafiła sobie wyobrazić wizytę doktora karcącego ją prawdopodobnie za niedożywienie i nadmiar stresu, co ona wysłuchałaby, udając skupienie. Tuż po jego wyjściu zapomniałaby o sprawie, powróciwszy myślami do prawdziwie istotnych problemów. Mianowicie kontaktu z nią szukał Charlie, wiedziała to. Skoro dzwonił do niej o pieniądze, a ona zachowała się w taki, a nie inny sposób, znajdzie ją. Choćby na końcu świata, bo dla takich ludzi forsa jest zbyt ważna i potrzebna, aby dać za wygraną. Poza tym blondyn obmyślił jakiś plan - grę, w której stanowiła najważniejszy pionek.
 - Demi, pożyczysz mi telefonu? – odezwała się po dłuższej chwili ciszy.
  Szatynka spojrzała na nią podejrzliwym wzrokiem, lecz wyjęła z jasnej, skórzanej kurtki nowy model iPhone’a w czerwonej obudowie. Podała go Selenie jakby z nieufnością, co zezłościło tę drugą. Nie dała tego jednak po sobie poznać, biorąc od nastolatki urządzenie oraz dziękując jej z ledwie widocznym uśmiechem.
 - Jeszcze jedno. Dlaczego jesteście tutaj wy dwie? – zadała męczące ją pytanie, spoglądając na nie wyczekująco.
 - Akurat przyjechałam do was, żeby się z tobą spotkać, kiedy Taylor zadzwonił do Demi z wiadomością, że tu wylądowałaś – wyjaśniła blondynka, zerkając z wahaniem na swoją towarzyszkę.
 - Gdzie jest Tay? – spytała brunetka.
 - Na dole, poszedł po coś do zjedzenia – rzekła Dee.
 - Mogłybyście mnie na chwilę zostawić sama? – poprosiła Selena, co wywołało na twarzach dziewczyn głębokie zdziwienie.
  Nie zapytały o nic, podnosząc się oraz zaraz wychodząc z sali. Nie zwlekając nawet minuty dłużej, Selena napisała na klawiaturze telefonu już dobrze znany numer po tylu nieodebranych wcześniej połączeniach, przystawiając urządzenie do ucha. Nie denerwowała się, nawet nie bała. Przecież była w klinice, strzeżonej instytucji prywatnej, a on nie jest czarodziejem, który mógłby się teleportować z drugiego końca miasta. Wysłuchiwała wolnych sygnałów, ze stoickim spokojem czekając aż chłopak odbierze.
 - Charlie Bennet, słucham – odezwał się męski głos.
 - Odkąd ty jesteś taki oficjalny? – rzuciła bez namysłu, opadając na poduszkę.
 - A ty taka odważna? – mruknął.
 - Na długo zostajesz w Los Angeles? – zapytała.
 - Zależy w jakim czasie załatwię wszystko, co do załatwienia zostało – powiedział tajemniczo.
 - Możemy przestać się bawić w ciuciubabkę? Czego ode mnie chcesz?
 - Kochanie, tutaj nie chodzi o ciebie. Akurat wszystko, co związane z tobą to jedynie urozmaicenie mojego cennego czasu. Potrzebuję rozrywki – stwierdził przymilnym głosem, po czym roześmiał się.
 - Kiedy mam ci dać tę kasę?
 - Jutro o piątej pod hotelem Sofitel, wiesz gdzie to jest?
 - Tak – wymamrotała, po czym rozłączyła się, nie czekając na odpowiedź.
  Musiała wykonać jeszcze jeden telefon, tym razem do Jennifer. W końcu skądś musiała wytrzasnąć pieniądze, a niestety hasła do konta bankowego nie pamiętała, jak większość gwiazd zresztą. Ktoś postronny mógłby się zdziwić, że aż tak bezgranicznie ufa obcej kobiecie, że powierza jej pieczę nad kilkunastomilionowym majątkiem. Niestety ciągu cyfrowego jej telefonu nie znała, więc ta sprawa musiała zaczekać, aż wróci do domu.
  Wtem do pomieszczenia wszedł bez uprzedzenia wysoki mężczyzna z czarną podkładką w ręku. Jego okrągła twarz z oznakami pierwszych zmarszczek wyrażała jedynie powagę, a blond włosy ledwie wystawały znad skóry głowy.
 - Dzień dobry panno Gomez – rzekł poważnie, przystając w nogach jej łóżka.
 - Mogę już wyjść? – zadała pytanie bez ogródek, podnosząc się do pozycji siedzącej.
 - W sumie tak, ale radziłbym zacząć o siebie dbać. I mam małe pytanie.
  Lekarz wydawał się nieco zmieszany tym, co miał za chwilę powiedzieć. Selena spojrzała na niego pytającym wzrokiem, zastanawiając się, co takiego go trapi.
 - Czy bierzesz, brałaś kiedyś narkotyki? – wykrztusił.
  Brunetka zmarszczyła brwi, nie mogąc pojąć, dlaczego chce to wiedzieć. W końcu robiła to sporadycznie, a tego dnia wcale. Więc nie mógł po niej poznać żadnych zmian.
 - Nie – odparła zdecydowanie. – Co panu przyszło do głowy?
 - Zrobiliśmy ci USG, kiedy byłaś nieprzytomna, co trwało nienaturalnie długo, i masz uszkodzoną wątrobę – wyjaśnił spokojnie, przyglądając się jej badawczo. – Skoro nie miałaś styczności z używkami, to powinnaś zostać u nas jeszcze kilka dni i zrobić badania. Między innymi tomografię głowy, gdyż martwi mnie ta długość omdlenia.
 - Nie, nie mogę. Porobię je innym razem, dziękuję.
 - Jak wolisz – mruknął.
  Wyszedł szybkim krokiem, co ona przyjęła z ulgą.
  Więc heroina uszkadzała ją od środka, fizycznie. Natomiast jej brak w organizmie powodował ból psychiczny. Wbrew pozorom wcale nie ruszyła jej ta wiadomość. Jeżeli tak właśnie ma się to wszystko skończyć, życie wypełnione cierpieniem, niech tak właśnie będzie. Tylko tyle potrafiła zdecydować.

  Tuż przed wybiciem ustalonej godziny ubrana w ciepłą, niebieską pikowaną kurtkę oraz z zawiązaną kolorową chustką wokół szyi szła raźnie w umówione miejsce, z którym przecież wiązała tyle wspomnień. Gdzieś tam na szczycie tego ogromnego budynku hotelu pomieszkiwała przez jakiś czas. To na tej ruchliwej jezdni Nicholas złamał przez nią nogę, to pod daszkiem tego dachu rozmawiali ze sobą, czując, że są dla siebie po prostu stworzeni.
  Selena pokręciła głową, nie chcąc dłużej o tym myśleć. Z daleka dostrzegła tuż obok szklanego zadaszenia, przy urodziwym krzewie zasadzonym w ogromnej donicy, muskularną sylwetkę osobnika płci męskiej, przyodzianego w skórzaną kurtkę z czarnym kapturem na głowie. Spod nakrycia wystawały mu poskręcane blond włosy. Bez problemu rozpoznała w nim Charlie’ego.
Podeszła do niego ostrożnie, wzdychając. Zebrawszy się na odwagę, dotknęła delikatnie jego ramienia, na co zareagował niemal błyskawicznie. Na jego wyrazistej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ktoś obcy, widząc go w takiej postawie, mógłby uznać, iż jest jednym z przyzwoitych studentów prawa lub medycyny. Jednak do tej roli musiałby zamienić swe podarte dżinsy i adidasy z odpadającą cholewą na garnitur oraz pasujące pantofle.
 - Kogo my tu mamy – odezwał się, a czar porządnego człowieka prysł. W jego głosie znów zabrzmiała ta przesłodzona uprzejmość, a zarazem kpina.
 - Proszę – powiedziała wyraźnie, podając mu do ręki białą kopertę. – Półtora tysiąca dolarów – dodała, widząc jak przygląda się przedmiotowi.
  Wziął ją do ręki, zaglądając z ciekawością do środka.
 - Postarałaś się, skarbie – stwierdził z satysfakcją.
 - Czy to już wszystko? – zapytała z udawaną obojętnością.
  Blondyn spojrzał na nią wręcz nachalnie, zaraz zerkając w stronę wejścia do hotelu.
 - Może jednak zarezerwujemy jakiś przytulny pokoik? – rzucił uwodzicielsko, po czym zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko.
  Selena odruchowo zrobiła kilka kroków do tyłu.
 - Nawet cię na to nie stać – warknęła, puszczając wodzę nerwom.
 - Chętnie poświęcę tę sumkę – rzekł Charlie. Zaczął wymachiwać przejętą chwilę wcześniej kopertą z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
  Brunetka wzdrygnęła się na samą myśl tego, co chciał z nią zrobić. Miał najwyraźniej ochotę na, jak to sam nazywał, ‘szybki numerek’. Ona natomiast widziała w nim obleśnego faceta, którego mimo wszystko było jej żal. Zapewne gdyby los obdarował go inną rodziną, środowiskiem, nigdy nie sięgnąłby po narkotyki, nie wpadł w złe towarzystwo i właśnie pilnie wkuwałby na pamięć poszczególne regułki naukowe.
 - Ech, niestety jestem umówiony za pół godziny na drugim końcu miasta, nie mogę się spóźnić. A jak znam życie, zajęłoby to nam trochę dłużej czasu niż nawet ja sam przewiduję. W końcu z taką słodką laleczką nie łatwo się rozstać – ostatnie zdanie niemal wymruczał, mrużąc przy tym oczy.
 - Pójdę już – oznajmiła sparaliżowana Gomez, odwracając się na pięcie.
 - Bez obaw, jeszcze się tu spotkamy! Los Angeles wcale nie jest tak duże, jak się wydaje – zawołał za nią.
  Pokręciła tylko przecząco głową, wiedząc, iż już nigdy nie zobaczy go na żadnej z tak dobrze znanych ulic Miasta Aniołów. Postanowiła bowiem wywrócić do góry nogami własne życie, co wymyśliła zaraz po wyjściu ze szpitala. Przecież to wszystko nie miało najmniejszego sensu. Na siłę zadowalanie fanów, rodziny, przyjaciół, marne próby sprostania obowiązkom gwiazdy.
  Wracając spacerem do domu, gdzie prawdopodobnie miała spędzić ostatni wieczór z przyjaciółkami, wyjęła telefon, by wcielić w życie swój pomysł. Wybrała numer do Jennifer, zaraz wyjawiając jej swój plan. Kobieta początkowo się oburzyła, jednak po wielu argumentach Seleny dała się namówić. Co prawda nie obyło się bez stwierdzenia, iż to Gomez jest jej pracodawczynią i musi wykonywać swoje obowiązki, ustalane właśnie przez nią.
  Została tylko jedna rzecz. Wyszukała w kontaktach numer Nicholasa, bijąc się z myślami. Pożegnała się z nim ostatecznie, nie powinna. Aczkolwiek chęć usłyszenia jego głosu zwyciężała siłą nad wszystkimi resztkami zdrowego rozsądku. Kliknęła zieloną słuchawkę, nasłuchując aż odbierze. Zrobił to już po pierwszym sygnale.
 - Sel? – odezwał się zachrypniętym głosem, co przyprawiło ją o nienaturalnie miłe dreszcze.
 - Nick, przepraszam, że dzwonię, ale.. Moglibyśmy się spotkać? – wykrztusiła, spinając mięśnie szczęki z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
 - Tak – odrzekł bez namysłu, dzięki czemu kąciki jej ust uniosły się do góry.
 - Ale dziś – uściśliła.
 - Wiesz, ja jestem na imprezie u Nicole, ale pewnie też jesteś zaproszona, więc możemy się tu zobaczyć.
  Przyjęcie Nicole Anderson, znanej im wszystkim z Disney’a. Całkiem jej to wyleciało z głowy, jak większość spraw towarzyskich zresztą. Pamiętała jednak, iż kilkanaście dni wcześniej dostała różową kartkę z zaproszeniem, którą przyniósł listonosz poleconym. Takie same otrzymały jej współlokatorki.
 - Do zobaczenia – powiedziała, rozłączając się.
  Nie pozwalając sobie na chwilę zwłoki, złapała pierwszą lepszą taksówkę, prosząc o szybki dowóz na Lavaza Street. Tym razem miało to być ich naprawdę ostatnie spotkanie, wolała nie myśleć nad jego przebiegiem.
.

środa, 8 stycznia 2014

R. 19 ` Ostre odłamki szkła

Długa do kolan, czerwona sukienka ze złotym paskiem podkreślającym piersi oraz wysokie szpilki pod kolor zdobiły ją już od południa. Czarne włosy zostały modnie upięte na bok oraz ozdobione świecącym grzebieniem o ciekawym wzorze. Tak ubrana wybierała się na galę rozdania złotych globów, gdzie miała towarzyszyć Taylorowi Lautnerowi w ramach reklamy ,,Białego puchu miłości’’.
  Nie miała najmniejszej ochoty na uczestnictwo w owej uroczystości, lecz praktycznie rzecz biorąc została do tego zmuszona. Jennifer zawsze odznaczała się przede wszystkim twardą postawą oraz mottem ,,kariera przede wszystkim’’. Momenty zrozumienia uczuć innych ludzi, takie jak podczas show u Kimmela, były u niej prawdziwą rzadkością.
  Selena stała na balkonie, patrząc z uwielbieniem na ogród oraz pusty zbiornik basenu. Czekała z utęsknieniem na lato, chcąc nareszcie zapomnieć o płaszczach oraz niewygodnych żakietach na rzecz lekkich koszulek. O takich właśnie sprawach rozmyślała, nie dopuszczając do siebie problemów i zmartwień, tłoczonych w sobie. Czekał ją długi wieczór, przez który nie mogła sobie pozwolić na zły humor, czy jakieś ataki depresyjne.
  Odetchnęła głęboko świeżym, chłodnym powietrzem, opierając się o drewnianą barierkę. Czego mogła się spodziewać po tej gali? Demi nie została zaproszona, Debby również. W takim bądź wypadku On też nie, prawda? Przymknęła powieki, karcąc się w duchu za samo wspomnienie osoby Nicholasa.
 Z jednej strony nie chciała go widzieć, w końcu zdecydowała się na definitywne zakończenie kontaktów, a jego bliska obecność na pewno by tego nie ułatwiła. Z drugiej jednak pragnęła go zobaczyć, odnowić swe wspomnienie jego idealnej postaci, usłyszeć gdzieś w pobliżu zachrypnięty śmiech.
   Zaklęła w myślach, uświadamiając sobie, iż znów wróciła do dręczącego tematu.
  Cieszyła się, że jej towarzyszem został Taylor. Bo choć prywatnie znali się słabo, przez długą wspólną pracę zdążyła się przekonać, jaki z niego fajny facet. Przyjaciele znaczyli dla niego bardzo wiele, troszczył się o ludzi z własnego środowiska. Wiedziała, iż może na nim polegać, że w razie potrzeby będzie jej podporą.
 - Selly? – usłyszała za sobą głos Demi, na co odwróciła się, wymuszając na twarz blady uśmiech.
 - Co jest? – spytała bez wahania, ręce wkładając do kieszeni granatowego swetra, założonego na elegancką kreację.
 - Twój telefon dzwoni jak oszalały – rzekła szatynka, marszcząc przy tym brwi.
  Wskazała kciukiem na środek pokoju Seleny, gdzie leżało urządzenie.
  Brunetka pokiwała ze zrozumieniem głową, omijając przyjaciółkę, po czym weszła do pokoju, by odebrać. Zastrzeżony numer zbił ją z tropu, lecz odpychała ze świadomości własne podejrzenia.
 - Halo? – mruknęła do aparatu.
 - Witaj, Selly. Jak tam zyski? – odezwał się męski głos, przez co zamarła, wstrzymując oddech.
  Zegar ścienny wybijał sekundę po sekundzie, a ona stała oniemiała, czując na sobie zdziwione spojrzenie Demetrii. Po dobrych kilku minutach zdołała z siebie wykrztusić:
 - To chyba pomyłka.
  Rozłączyła się pospiesznie, odkładając komórkę na stolik.
  Lovato przyglądała jej się przenikliwie, nic nie mówiąc. Przysiadła na skraju materacu, następnie starannie wymawiając słowa:
 - Co się z tobą dzieje?
  Selena spojrzała na nią ze zdziwieniem, zastanawiając się, o co jej może chodzi. Może ostatnimi czasy była cicha, lekko podenerwowana i nieskłonna do towarzyskich spotkań czy nawet wypadów z przyjaciółkami, lecz chyba miała do tego prawo?
 - Nic – stwierdziła pewnie, wzruszając ramionami.
 - Selly, dlaczego mnie okłamujesz?
 - Nie okłamuję cię – zaprzeczyła szybko.
  Praktycznie rzecz biorąc, mówiła prawdę. Nigdy jej nie okłamywała, nawet wówczas. Może jedynie zatajała niemiłą prawdę w związku z Charlie’m. W tej jednak sprawie miała usprawiedliwienie – robiła to dla jej dobra. Tak jej, jak i całej reszty własnego środowiska.
 - Wcale – rzekła Demi kąśliwie, szybko wychodząc z pomieszczenia.
  Wściekła na samą siebie złapała z kanapy ozdobną poduszkę koloru beżowego, po czym rzuciła nią w drzwi. Niestety nie wycelowała, a przedmiot uderzył z impetem w wiszącą na ścianie szklaną ramkę ze wspólnym zdjęciem Demi, Seleny oraz Debby. Ta spadła na podłogę, a szkło rozsypało się dookoła w drobne kawałeczki.
  Dziewczyna podbiegła szybko do miejsca, rzucając się na kolana, a po policzkach zaczęły jej płynąć łzy, swą zasłoną odgradzając oczy od rzeczywistości. Rękami na oślep szukała papieru z twarzami całej trójki. Gdy wreszcie jej się to udało, przetarła dłonią oczy, przyglądając się z utęsknieniem rozbawionym postaciom. Każda z nich miała inną minę, specjalnie wyreżyserowaną do zdjęcia. Zawsze się z niego śmiały, nazywając same siebie wariatkami z głupawką pospolitą. W tym momencie to wszystko Selenie wydawało się odległą przeszłością.
  Nawet nie próbując powstrzymać płaczu, zerknęła na otaczające ją ostre odłamki. Wzięła jeden z nich do ręki, badając krawędzie. Przejechała po nich lekko palcem, upewniając się w przekonaniu, że poradziłyby sobie z niejedną przeszkodą. A już przede wszystkim z ludzką skórą.
  Przyłożyła go bezmyślnie do nadgarstka, przyciskając mocno. Przejechała po ręce w dół, czując bolesne pieczenie. Syknąwszy, wypuściła przedmiot z ręki i objęła drugą, zaciskając zęby. Krew spływała swobodnie na parkiet, tworząc niewielką kałużę.
  Zasłużyłam na to, powtarzała sobie.
  Wtem ktoś uchylił ostrożnie drzwi, mówiąc:
 - Słyszałam huk, co się…
  Debby spojrzała z przerażeniem na Gomez, rozwierając szeroko usta. Podeszła do niej jakby się wahając, zaraz krzycząc:
 - DEMI!
  Przysiadła ostrożnie obok Seleny, głaszcząc ją delikatnie po plecach. Ta wiedziała, dlaczego nie chce jej przytulić, czemu od razu wezwała Demi. Deborah nienawidziła zapachu czy widoku krwi. Potrafiła od tego momentalnie zemdleć, zwymiotować lub zrobić się cała zielona na twarzy.
  Blondynka patrzyła w drugą stronę, oddychając ustami. Tymczasem Selena wylewała coraz większe dawki łez, zdając sobie sprawę z tego, jak nastolatka się dla niej poświęca.
 - Co jest? – usłyszały z korytarza donośny głos Demi, która po chwili weszła do pokoju.
  Bez zwłoki rzuciła się obok dziewczyn, biorąc brunetkę w objęcia. Ta uścisnęła ją z całych sił, plamiąc tym samym szarą koszulkę na czerwono.
 - Już dobrze, już dobrze – szeptała Lovato z przejęciem.

  Demetria opatrzyła starannie ranę śnieżnobiałym bandażem, zawijając go wokół nadgarstka tuż po polaniu szczypiącą wodą utlenioną. Selena nie protestowała, wręcz przeciwnie. Pozwalała jej robić ze sobą, co tylko chciała. Zachowywała się jak robot, niezdolny do życia, prowadzony przez kogoś. Nie odzywała się, pustym wzrokiem błądząc po przestrzeni, najczęściej przystając na chwilę przy widoku nacięcia.
 - Na szczęście nie poplamiłaś sukienki – stwierdziła Dee, przyglądając się kreacji ze wszystkich stron.
  Siedziały na krańcu wanny w łazience, a Demi trzymała na kolanach plastikową apteczkę, wyjętą wcześniej z szafki za lustrem.
 - Po co to zrobiłaś? – spytała cicho.
  Selena zerknęła na nią z ukosa, jakby bojąc się tego, co zobaczy. Jednak na twarzy przyjaciółki nie dostrzegła żadnego znaku złości, czy nawet zdenerwowania. Już otworzyła usta, by dać swą najkrótszą z odpowiedzi, gdy poczuła, że zaschło jej w gardle. Odchrząknęła głośno, czując jak z pewnego niebytu wraca do świata żywych.
 - Po nic – wymamrotała.
 - Ostatnio każda twoja odpowiedź zawiera słowo ,,nic’’ – wypomniała jej szatynka ze smutkiem.
  Do pomieszczenia wbiegła Debby, oznajmiając, że czarna limuzyna, mająca zawieźć brunetkę na galę, już stoi pod domem, a Taylor czeka pod drzwiami.
 - Gala – mruknęła Sel, uderzając zdrową ręką o czoło.
  Reszta w ekspresowym tempie poprawiła jej makijaż oraz uczesanie, zaraz prowadząc na dół. Selena wciąż czuła się jak we śnie, jakimś horrorze. Dopiero na widok Taylora, ubranego w niemal błyszczący czystością smoking, uśmiechnęła się blado, próbując wyglądać w miarę normalnie.
 - Hej – przywitał ją z szerokim uśmiechem, ukazując przy tym szereg śnieżnobiałych zębów.
 - Cześć, Tay. – odparła, chwytając się jego nadstawionego ramienia.
  Posłała jeszcze pocieszające spojrzenie w środek domu, po czym pomaszerowała razem z towarzyszem do samochodu, słysząc jak ten krzyczy na pożegnanie do Lovato i Ryan.
  Chudy młodzieniec ubrany w garnitur, ze specjalną czapką na głowie, otworzył przed nimi drzwi, ukazując ekskluzywne wnętrze. Kremowa, skórzana tapicerka prezentowała aż dziewięć siedzeń, porozstawianych w trzy ściany kwadratu. Każdy bok zawierał po trzy miejsca. Wszystko oświetlały różnobarwne halogeny, a chłodny wiaterek nawiewał z małego szyberdachu. W wielu miejscach widniały wysuwane stoliczki z różnymi smakołykami, takimi jak żelki, czy kandyzowane owoce. Do picia natomiast propozycją był szampan lub czerwone wino.
  Gomez usiadła tuż przy równoległych drzwiach, opadając na oparcie ze zmęczeniem. Czuła się tak, jakby miała za sobą niesamowicie ciężki, pracowity dzień.
 - Wszystko w porządku? – zapytał Lautner, kiedy szofer odpalił cichy silnik.
 - Tak, jasne – odrzekła przekonująco.
 - Będzie dobrze – powiedział chłopak, głaszcząc ją lekko po ramieniu.